Dlaczego polskie uczelnie są na końcu światowych rankingów, a amerykańskie w czołówce?

polskie uczelnie
User avatar Michal Szymanski

Pozycja polskich uczelni wyższych w międzynarodowych rankingach jest zawstydzająca.

Natomiast dominacja amerykańskich uniwersytetów jest absolutna i rodzi pytania dlaczego dzieli nas od nich taka przepaść.


Najlepsza polska uczelnia, czyli Uniwersytet Warszawski, w 2019 roku w najważniejszych rankingach światowych plasował się na następujących miejscach:

Shanghai Ranking - Academic Ranking of World Universities

przedział 401-500 - powyżej dwusetnego miejsca nie określa się już jednostkowych pozycji w rankingu, a jedynie umieszcza w przedziale danej setki.

Times Higher Education

przedział 601-800 - sytuacja podobna jak powyżej

QS World University Rankings

miejsce 349

Webometrics Ranking of World Universities

miejsce 388

Pozostałe polskie uczelnie zajmują jeszcze niższe pozycje lub nawet nie są uwzględniane w rankingach.

Zerknijmy teraz na drugi biegun rankingów. Sytuacja na szczytach jest dosyć nudna - wszędzie królują uczelnie amerykańskie.

Shanghai Ranking - Academic Ranking of World Universities

Warte uwagi: Na 20 najlepszych uczelni na świecie aż 16 mieści się w USA.

W pozostałych rankingach sytuacja wygląda podobnie - dominacja uniwersytetów amerykańskich jest całkowita. Dlaczego?

Uczelnia jako firma VS uczelnia jako instytucja publiczna

Uczelnie amerykańskie są traktowane i zarządzane niczym firma i rozliczane w kategoriach biznesowych. Studenci są klientami, a kadra nauczycielska to pracownicy prestiżowej korporacji (bo za takie uchodzą amerykańskie uczelnie), od których wymaga się rezultatów. Konkurencja pomiędzy uniwersytetami zmusza je do ciągłego ulepszania swojej oferty i coraz lepszych wyników. Od pracowników wymaga się bardzo dużo, ale są świetnie wynagradzani.

Uczelnie polskie są instytucjami publicznymi żyjącymi duchem PRLu. Stagnacja, brak konkurencji i brak rozliczania z efektów sprawiają, że nasze uniwersytety prowadzone są jak każdy inny urząd - z minimum wysiłku potrzebnym tylko na tyle, aby utrzymać instytucję przy życiu.

Kształcenie w kierunku zaspokojenia potrzeb rynku VS wszechstronna, abstrakcyjna edukacja

Absolwenci najlepszych amerykańskich uczelni są niezwykle pożądani na rynku pracy. I nic dziwnego - na tamtejszych uniwersytetach programy edukacji dostosowane są ścisle do bieżącego zapotrzebowania rynku, a celem uczelni jest jak najlepsze przygotowanie studenta do znalezienia atrakcyjnej i dobrze płatnej pracy. Jednym z kluczowych argumentów, który skłania młodych ludzi do brania kredytów na studia jest świadomość, że po uzyskaniu dyplomu zaczną świetnie zarabiać i szybko spłącą swoje zobowiązania. Studia są więc dla nich inwestycją i prostą kalkulacją.

W Polsce wiele osób oburza się na podobne podejście. Argumentują, że uniwersytety nie są szkołami zawodowymi i nie jest ich zadaniem przygotowanie studentów do pracy. Celem polskich uczelni jest wszechstronna edukacja i pogłębianie nauki samej w sobie. W tym modelu edukacja może (a nawet powinna) być oderwana od zapotrzebowania gospodarki, ponieważ to zapewnia jej niezależność.

Edukacja praktyczna VS edukacja teoretyczna

Pisałem już o tym zagadnieniu szeroko w artykule "Dlaczego polska szkoła nie uczy praktycznych umiejętności i jak to się robi w innych krajach".

W USA dominuje rozumowanie praktyczne, nastawione na udzielenie odpowiedzi na pytanie "Jak?".

W Polsce dominuje rozumowanie teoretyczne, nastawione na udzielenie odpowiedzi na pytanie "Dlaczego?".

W krajach, w których dominuje rozumowanie praktyczne, dzieci najpierw uczą się danego wzoru i od razu przechodzą do jego praktycznych zastosowań. Po wielu przykładach, w trakcie których uczeń samodzielnie eksperymentuje ze wzorem i dochodzi do wniosków, że jest prawdziwy, następuje przejście do głębszego omówienia i zrozumienia stojącej za nim teorii.

Najpierw praktyczne zastosowanie, a dopiero potem dogłębne zrozumienie teoretyczne (czyli najpierw "jak to zastosować" a dopiero później zrozumienie "dlaczego to działa w ten sposób".

W kulturach z nastawieniem praktycznym dzieci spędzają większość czasu na praktycznym zastosowaniu wiedzy, a zdecydowaną mniejszość na wgębianiu się w stojącą za nią teorię.

W krajach, w których dominuje rozumowanie teoretyczne (jak Polska i praktycznie cała kontynentalna Europa), dzieci najpierw uczą się bardzo ogólnych praw, a następnie wykorzystują je aby wypracować konkretny wzór. Dopiero po głębokiej analizie i zrozumieniu teorii przechodzą do praktycznych zastosowań danego wzrou (jeśli w ogóle).

W kulturach z nastawieniem teoretycznym dzieci spędzają większość czasu na poznaniu teorii i zdecydowaną mniejszość na jej praktycznym zastosowaniu.

Studia płatne VS studia bezpłatne

Ten punkt budzi najwięcej oporów w polskim społeczeństwie.

W USA studia są płatne. Mówiąc precyzyjniej - studia są koszmarnie drogie. Żeby je opłacić studenci i ich rodziny często muszą brać wysokie kredyty.

Łatwo więc wyobrazić sobie, że jeśli bierzesz kredyt na studia, to nie wybierasz europeistyki. Decydujesz się na kierunek, który jest na tyle perspektywistyczny, że będzie opłacalną inwestycją i pozwoli Ci po skończeniu studiów znaleść wysoko płatną pracę i spłacić kredyt. Jednocześnie ponieważ płacisz ogromne pieniądze masz prawo jako klient domagać się od uczelni produktu wysokiej jakości i najlepszych specjalistów jako wykładowców (o co nie jest trudno, bo uczelnia ma pieniądze z Twojego czesnego, aby ich opłacać).

W Polsce studia dzienne są bezpłatne, więc studenci nie czują takiej presji przy wybieraniu kierunku jak ich koledzy z USA. Stworzono mnóstwo bezsensownych, abstrakcyjnych i niepotrzebnych gospodarce kierunków, które mogą się utrzymać tylko dlatego, że nikt uniwersytetów nie rozlicza z efektów. Dodatkowo uczelnie dostają pieniądze od państwa za każdego przyjętego studenta, więc idą w ilość nie dbając zupełnie o jakość.

Finansowanie uczelni z budżetu państwa ma jeszcze jedną wadę - pieniędzy jest mało, więc kadry akademickie są słabo opłacane. Najzdolniejsi i najambtniejsi nie zostają na uczelni, ponieważ w prywatnym biznesie zarobki są o wiele większe, a perspektywy rozwoju zdecydowanie szersze.

Nie ma się jednak co łudzić, że zajdzie jakaś zmiana w tym aspekcie. Wprowadzenie płatnych studiów to polityczne samobójstwo i żadna partia się na to nie zdecyduje.

Brak ekskluzywności i demonizacja szkół zawodowych

Chyba wszyscy znamy to od naszych rodziców - "Idź na studia, bo bez dyplomu będziesz nikim. Do szkół zawodowych idą najgłupsi".

W efekcie takiej społecznej narracji wieksza część młodzieży została wypchnięta na studia, dostała się na bezsensowne kierunki i uzyskała bezwartościowe dyplomy. Nie przeszkadza to im nadal żyć w poczuciu wyższości nad osobami, które poszły do szkół zawodowych i zdobyły konkretny zawód. Smażą więc frytki w McDonaldzie pomstując na niesprawiedliwość świata, gdy w tym czasie ich kolega, który został spawaczem nie może się opędzić od zleceń i zarabia 3 razy więcej od nich. I nie mogą zrozumieć, że to własnie ten kolega spawacz daje większą wartość społeczeństwu i gospodarce.

Poprzez swoją masowość uczelnie wyższe straciły elitarność. Ponieważ prawie każdy może się teraz dostać na studia, ich jakość jest dramatycznie niska.

Brak współpracy z biznesem

W USA współpraca między uczelniami a prywatnymi firmami jest sprawą naturalną. Zadaniem szkół wyższych jest wykształcenie takich specjalistów, jakich biznes potrzebuje oraz prowadzenie badań odpowiadających na bieżące potrzeby gospodarki.

W Polskim systemie edukacji jest to abstrakcja. Większą część społeczności akademickiej bulwersuje myśl, że uniwersytety miałyby pełnić rolę "służebną" wobec biznesu.

Podobnie jest z komercjalizacją wyników badań. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych nauka musi mieć wymiar praktyczny i przynosić wymierne korzyści społeczeństwu, w Polsce wolimy pozostać przy abstrakcyjnym teoretyzowaniu i uprawianiu "sztuki dla sztuki".


Opinie środowiska akademickiego

Wśród osób ze środowiska akademickiego nie brakuje krytycznych głosów wobec istniejącej sytuacji. Poniżej fragmenty debaty „Nowoczesne zarządzanie uczelniami i kształcenie studentów”.

Marek Konieczny - dyrektor biura prawnego Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej:

"Obecnie brakuje biznesowego podejścia do szkolnictwa wyższego, zarówno w kwestii kształcenia studentów, jak i zarządzania uczelnią. System szkolnictwa wyższego jest bardzo skostniały. Nie ma menedżerów. Brakuje m.in. myślenia o tym, jak pozyskać pieniądze z innych źródeł niż z dotacji z budżetu państwa, jak łączyć biznes i otoczenie zewnętrzne. Niestety, często studenci są traktowani jak zło konieczne, a nie jak podmiot i główny beneficjent czy interesariusz kształcenia na uczelni. Dlatego dobrze, że w radzie uczelni będzie zasiadał także przedstawiciel studentów. Największa grupa społeczności akademickiej musi być reprezentowana, a jej zdanie powinno być kluczowe w zarządzaniu uczelnią. Studentom najbardziej zależy na podnoszeniu jakości kształcenia i efektywnym działaniu uczelni, bowiem to oni są beneficjentami procesu kształcenia.

W radzie musi być również reprezentowane otoczenie zewnętrzne, czyli przedstawiciele biznesu. Przedstawiciele pracodawców, jako pośredni beneficjenci procesu kształcenia, również powinni zasiadać w radach i uczestniczyć w tworzeniu programów studiów. Powinni także brać udział w ewaluacji i wskazywać, które kompetencje absolwentów są potrzebne i jak efektywnie uczyć studentów. "

prof. Andrzej Rabczenko doradca prezydenta Pracodawców RP:

"Spędziłem wiele czasu studiując system uczelni amerykańskich, który głównie polega na braku systemu (konstytucja USA nie zezwala na ingerencję państwa w edukację). Uczelnie te wraz z brytyjskim Oxford i Cambridge w światowych rankingach zwyciężają we wszystkich zestawieniach. Na czym więc polega tajemnica uczelni amerykańskich? Przede wszystkim na tym, że Amerykanie uważają, że uniwersytet jest takim samym przedsiębiorstwem jak zakład szewski. Co prawda, ma inną misję, inne cele i zadania, nie mniej jest to przedsiębiorstwo. Skoro tak, to musi być dobrze zarządzane, a zatem selekcja głównego dowodzącego tym przedsiębiorstwem jest bardzo ważna. Ale jeżeli nawet wybierzemy dobrego szefa, to musi on być w jakiś sposób kontrolowany. Dlatego potrzebne są trzy elementy w zarządzaniu uczelniami: rada, rektor i środowisko.

W uczelniach amerykańskich, w ich radach, nie zasiadają przedstawiciele środowiska akademickiego, bowiem uczelnia jest dla społeczności, a nie dla siebie samej. Rada uczelni składa się z przedstawicieli interesariuszy. Członek rady nie może mieć żadnego formalnego związku z uczelnią. Zasiadają więc w nich szefowie kancelarii prawniczych, korporacji, przedsiębiorcy itd., czyli przedstawiciele tych grup społecznych, które odbierają „produkt”. A produktem uczelni są wysoko wykwalifikowani absolwenci, a także ekspertyzy i opracowania, które można potem zastosować w praktyce."

prof. Jerzy Woźnicki przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego:

"Model amerykański nie może mieć zastosowania w Polsce. Wyjaśnię, dlaczego. Organizacja OECD wskazała cztery modele uniwersytetów: uczelnia jako sieć, instytucja regionalna, uczelnia nowej odpowiedzialności publicznej i korporacja biznesowa.

Ten ostatni model jest czasem, choć nie zawsze, stosowany w Stanach Zjednoczonych. Jednak w ogólności kształcenie na amerykańskich uniwersytetach jest traktowane jako zwykła usługa odpłatna dla studentów. Jeżeli polski uniwersytet miałby być korporacją, to musielibyśmy zacząć od zmiany sposobu finansowania studiów tak, aby szkoły wyższe mogły wyjść ze swoją ofertą na rynek i ustanowić własne opłaty za te usługi. Oznacza to, że powinno w Polsce zacząć obowiązywać powszechne czesne za studia stacjonarne. Wówczas moglibyśmy zacząć mówić o modelach korporacyjnych. Obecnie nie pozwala na to Konstytucja RP i studia stacjonarne na uczelniach publicznych są finansowane z budżetu państwa. Ponadto ustawa narzuca szkołom wyższym, za jakie usługi mogą pobierać pieniądze. Nawet uczelnie niepubliczne nie mają pełnej swobody w zakresie ustalania wysokości czesnego. Zatem nie ma możliwości przeniesienia amerykańskiego modelu korporacyjnego uczelni do nas, dopóki nie zmienimy zasad finansowania szkół wyższych. Poszukujmy więc wzorców gdzie indziej, nie w USA."

Prof. Andrzej Rabczenko:

"Uczelnia musi przygotowywać studenta do funkcjonowania w społeczeństwie. W ramach licencjatu student powinien uzyskiwać konkretne uprawnienia zawodowe. Natomiast magisterium powinno bardziej przygotowywać do podjęcia pracy naukowej, rozszerzać horyzonty itd. Chorobą polskich uczelni jest brak kształcenia studentów w zakresie zarządzania zespołem, przedsiębiorczości, umiejętności miękkich, inwentyki. Sama wiedza nie wystarcza, konieczne jest, by absolwent umiał ją stosować.

Obecnie w wiodących światowych uczelniach nauczyciel akademicki staje się trenerem. Wiedzę student może pozyskać z książek i internetu, na uczelni zamienia tę wiedzę w umiejętności. "

Marek Konieczny:

"Myślenie części środowiska i wielu uczelni o nauce i szkolnictwie wyższym zatrzymało się w ubiegłym wieku. Tymczasem cały świat poszedł do przodu. Już obecna ustawa daje możliwości, m.in. wprowadza kierunki praktyczne, pozwala na zatrudnianie praktyków z biznesu i gospodarki. Problem polega na tym, że zwłaszcza duże uczelnie nie chcą z tych możliwości korzystać. Zatrudniają profesorów, którzy przez godzinny wykład czytają studentom książkę, z która przecież ci mogą równie dobrze zapoznać się w domu, a czas na uczelni chętnie poświęciliby na zdobycie praktycznych umiejętności. Studenci nie są przygotowywani praktycznie. Zdobywają jedynie wiedzę, którą potem sami muszą przekuć w umiejętności."

Na koniec ciekawy materiał wideo od byłego pracownika uniwersytetu, który porzucił pracę na uczelni.

O autorze
User avatar

Przedsiębiorca, programista, specjalista od marketingu. Założyciel firmy technologicznej MDBootstrap. W 2019 roku umieszczony na liście Forbesa "30 przed 30".

Autor setek artykułów z tematyki programowania, biznesu, marketingu i produktywności. W przeszłości edukator pracujący z trudną młodzieżą w domach dziecka i zakładach poprawczych.

Tancerz, nerd i mól książkowy. Od dziecka zafascynowany historią, filozofią i fizyką.


Liczba komentarzy: 2

Rafal Kusmider

Bardzo dobry tekst, calkowicie sie z Toba zgadzam. Kiedys wiecej czasu poswiecalem na analizowanie czemu tak jest i dochodzilem dokladnie do tych samych wnioskow. Gdy mowilem jeszcze za czasow edukacji i wytkalem, ze te lekcje nie przynisza mi zadnej praktycznej wiedzy - bylem tlumiony i wytykany, ze sie nie znam i skup sie na wkowaniu czegos i tak w zyciu na 99% mi sie nie przyda.

Michal Szymanski

Dzięki Rafał :) Pozostaje pytanie - co możemy i co powinniśmy zrobić teraz?