Dlaczego Amerykanie wydają się Polakom fałszywi? Krótko o różnicach kulturowych

User avatar Michal Szymanski

Dla wielu Polaków (oraz innych wschodnioeuropejskich narodów) pierwsza wizyta w USA wiąże się z pewnym niemiłym doświadczeniem. Po początkowych interakcjach jesteśmy zaskoczeni uprzejmością Amerykanów, którzy uśmiechają się do obcych ludzi i non stop pytają "co słychać?". Mieszkańcy Stanów bardzo szybko (w stosunku do nas) przechodzą na tematy osobiste - pytają o rodzinę, chętnie mówią o swojej, opowiadają prywatne historie i zapraszają w odwiedziny do siebie (pomimo tego, że spotkali Cię pierwszy raz 5 minut temu).

Później jednak następuje rozczarowanie. Okazuje się, że te zaproszenia nie były wypowiadane serio, a opowiadane osobiste historie to standardowy zestaw mówiony każdemu nowo poznanemu człowiekowi.

Z naszej perspektywy takie zachowanie trudno określić inaczej niż fałszywe. Jednak sam Amerykanim byłby zdziwiony taką interpretacją i zdecydowanie orzekłby, że nie taka była jego intencja. Skąd te różnice?

"Kultura brzoskwini" vs "kultura kokosu"

W świetnej książce "The culture map" Erin Meyer przywołuje historię Igora Agapova, Rosjanina lecącego pierwszy raz do USA.

"Usiadłem obok nieznajomego mężczyzny w samolocie. Czekał nas 9 godzinny lot do Nowego Jorku. Facet okazał się Amerykaninem i szybko zaczął zadawać mi bardzo osobiste pytania: czy mam dzieci, czy to moja pierwsza podróż do USA, co zostawiałem za sobą w Rosji? Jednocześnie opowiadał mi wiele o sobie. Pokazał mi zdjęcia swoich dzieci, powiedział że był basistą oraz żalił się, że często podróże źle wpływają na jego związek z żoną, która mieszkała z ich nowonarodzonym dzieckiem na Florydzie."

W odpowiedzi Igor zrobił coś, co bylo dla niego zupełnie nienaturalne i całkowicie nietypowe w rosyjskiej kulturze - zaczął równie otwarcie opowiadać swoje osobiste historie temu przyjaznemu Amerykaninowi, myśląc, że udalo im się zbudować nadzwyczaj głęboką więź w tak krótkim czasie. Jednak dalsza część opowieści była rozczarowaniem.

"Sądziłem, że po tak głębokiej rozmowie i wspólnym doświadczeniu zostaniemy przyjaciółmi na bardzo długi czas. Gdy samolot wylądował zacząłem gorączkowo szukać kawałka papieru żeby zapisać mu mój numer telefonu. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy mój nowy 'przyjaciel' wstał, pomachał mi ręką, rzucił krótkie 'Miło było Cię poznać! Udanej podróży!' i po prostu wyszedł!"
I to wszystko. Nigdy więcej już go nie widziałem. Czułem się oszukany, miałem wrażenie, że specjalnie mnie tak potraktował - skłonił do otwarcia, ale nigdy nie zamierzał naprawdę się zaprzyjaźnić. Całe doświadczenie wywarło na mnie przygnębiające wrażenie.

W powyższej histori widzimy zderzenie dwóch kultur - brzoskwini i kokosu. Terminy te odnoszą się do sposobów, w jaki dana kultura dzieli sferę prywatną na warstwy oraz w jaki sposób eksponuje je publicznie.

W kulturach brzoskwini, takich jak USA czy Brazylia, ludzie mają tendencję do bycia przyjacielskim wobec nowo poznanych ludzi. Często uśmiechają się do obcych, przechodzą do mówienia na "ty", dzielą się prywatnymi informacjami o sobie i pytają o osobiste sprawy osoby, które dopiero co spotkali. Jednakże po krótkiej przyjacielskiej interakcji z "brzoskwiniową" osobą następuje nagłe zderzenie z twardą skorupą (niczym z pestką w miękkiej brzoskwini), która chroni prawdziwe "ja" naszego rozmówcy. W takich kulturach przyjacielskość nie jest równoznaczna z przyjaźnią.

W kolejnej histori z "The culture map" Erin opowiada o Niemcu, który pojechał w podróż służbową do Brazyli.

"Ludzie są tutaj tak przyjacielscy, że to aż niewiarygodne. Możesz robić zakupy lub po prostu przechodzić przez ulicę, a z pewnością ktoś Cię zagada. Wszyscy zadają Ci osobiste pytania, opowiadają o swoich rodzinach i ciągle zapraszają Cię na filiżankę kawy lub sugerują, że spotkacie się jutro na plaży. Na początku czułem się niezwykle szczęśliwy otrzymując tak wiele zaproszeń i objawów serdeczności. Nie minęło jednak dużo czasu zanim zorientowałem się, że wszystkie te przemiłe osoby zapraszające mnie na filiżankę kawy zapominają wspomnieć, gdzie mieszkają, a ci sugerujący spotkanie na plaży nie mówią o której i gdzie dokładnie mielibyśmy się spotkać."

Sama Erin wspomina, że w Minesocie, gdzie się wychowała, od małego uczono ich, aby uśmiechać się do ludzi, których dopiero co spotkali. To jedna z charakterystycznych cech kultury brzoskwini. Przywołuje przykład Francuzki, która odwiedziła jej rodzinę w USA i zderzyła się z "brzoskwiniowością" Amerkanów.

"Kelnerzy ciągle się do mnie uśmiechają i pytają, jak mija mi dzień! Przecież nawet mnie nie znają! To sprawia, że czuję się bardzo nieswojo i jestem podejrzliwa. Czego oni ode mnie chcą? Odpowiadam im zawsze mocno ściskając i pilnując moją portmonetkę."

Jednak równie wielkim szokiem dla osoby z USA czy Brazyli jest zderzenie z kulturą kokosu. Dla Erin podróż przez Europę wiązała się z nieustannym zdziwieniem, gdy jej przyjacielski uśmiech i osobiste komentarze były przyjmowane z nadzwyczaj chłodną formalnością przez Polaków czy Rosjan. Na samym początku brała te reakcje za oznaki arogancji lub nawet wrogości.

W kulturach kokosu (takich jak wschodnioeuropejskie) ludzie są bardziej zamknięci (niczym twarda skorupa kokosu) dla osób, których dobrze nie znają. Rzadko kiedy uśmiechają się do obych i niechętnie dzielą się z nimi osobistymi informacjami. Żeby przebić się przez tą pierwszą warstę ochronną ludzi "kokosowych" potrzeba zdecydowanie więcej czasu i interakcji. Jednak gdy się już to uda, takie osoby stają się prawdziwie przyjacielskie i ciepłe.

W kulturach kokosu relacje osobiste budowane są znacznie wolniej, lecz zazwyczaj trwają też dłużej.

Gdy podrózujesz do krajów "kokosowych", recepcjonistka w hotelu nie zapyta Cię "Jak minął Ci weekend", a fryzjerka strzygąca Cię pierwszy raz nie powie ze zdziwieniem "Amerykanka, która wyszła za Polaka? To musi być ciekawa historia! Jak się poznaliście?".

Jeśli jesteś "brzoskwiniową" osobą i podróżujesz do Europy Wschodniej, miej na uwadze rosyjskie powiedzenie: "Gdy mijasz na ulicy człowieka, który uśmiecha się do Ciebie bez powodu, to z pewnością jest to wariat...albo Amerykanin".

O autorze
User avatar

Przedsiębiorca, programista, specjalista od marketingu. Założyciel firmy technologicznej MDBootstrap. W 2019 roku umieszczony na liście Forbesa "30 przed 30".

Autor setek artykułów z tematyki programowania, biznesu, marketingu i produktywności. W przeszłości edukator pracujący z trudną młodzieżą w domach dziecka i zakładach poprawczych.

Tancerz, nerd i mól książkowy. Od dziecka zafascynowany historią, filozofią i fizyką.